sobota, 4 marca 2023

II niedziela Wielkiego Postu, 05.03.2023r.

 Liturgia słowa: Rdz 12, 1-4a; Ps 33, 4-5.18-20.22; 2 Tm 1, 8b-10; Mt 17, 1-9

Czasem słowa stają się bezradne... Z rytmicznym stukotem upadają na ziemię jak rozerwany sznur kolorowych korali, by potoczyć się we wszystkich kierunkach... Wyrwane z sensu i ogołocone z kontekstu próbują przykryć moje zmieszanie, niepokój, zagadać rzeczywistość, która wysmykuje się z rąk jak źle złapany materiał. Bo cisza nie jest łatwa. Słuchanie nie jest łatwe. Stanięcie wobec niepojętego, niezrozumiałego, niewyobrażalnego nie jest łatwe... Moje mury i murki zbudowane są ze słów. Mówię, gdy nie wiem, co powiedzieć, jak zareagować... Mówię, gdy czuję się niepewnie, nie na miejscu, nie w porę... Mówię, choć to, co czuję i to, co myślę dalekie jest od wypowiadanych przeze mnie słów, nie mieści się w nich - ale wypadało by cokolwiek powiedzieć, jakoś zareagować - mówię więc... 

Panie, dobrze, że tu jesteśmy. Choć nie wiem, po co. Nie rozumiem, co tu się właściwie dzieje, co dzieje się z Jezusem na tej górze. Czego właściwie jestem świadkiem? Czy to Ty - ten sam Nauczyciel - którego znam? Co mogę powiedzieć? Jak zareagować na tę przemianę? Brak słów... brak adekwatnej reakcji, bo tego nie da się nazwać, to jest coś innego, nowego, wielkiego... I jeszcze ta wątpliwość z tyłu głowy - czy mam prawo tu być? Czy mogę? Czy to tylko - przypadek? Zaznaczam więc swoją obecność, ale to trochę jak pytanie o przyzwolenie... Panie, dobrze, że tu jesteśmy...?

... jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty... - bo chcę coś zrobić, moja niewiedza i niepewność zmusza mnie do działania, do podjęcia jakiejś aktywności. To pozwoliłoby mi choć trochę zrozumieć, z kim - i z czym - mam tutaj do czynienia. Może to niepojęte kieruje się jakimiś regułami, znanymi ludzkimi zasadami... Może zmieści się w postawionym naprędce namiocie i stanie się bliższe, bardziej oswojone...?

I ten obłok, a z niego głos, który przerywa ten bezsensowny słowotok... To jest mój Syn umiłowany... Jego słuchajcie... słuchaj... nie gadaj niepotrzebnie. Nie próbuj zalać potokiem słów tego, czego nie można zrozumieć i nazwać znanymi pojęciami. Słuchaj - bo tylko otwarcie się na Boże słowo przyniesie Ci pokój i błogosławieństwo... Staniesz się błogosławieństwem - jak posłuszny Bożej obietnicy Abram... Słuchaj - nawet jeśli nie rozumiesz, nawet jeśli chciałbyś coś powiedzieć, bo wydaje Ci się, że powinieneś, że tak trzeba - po prostu słuchaj. Słuchaj - nawet jeśli to, co słyszysz nie jest tym, co usłyszeć chciałbyś... nawet jeśli budzi w Tobie lęk... Słuchaj - i zaufaj. Naprawdę nie trzeba więcej...




sobota, 18 lutego 2023

VII niedziela zwykła, 19.02.2023r.

 Liturgia słowa: Kpł 19, 1-2.17-18; Ps 103, 1-4.8.10.12-13; 1 Kor 3, 16-23; Mt 5, 38-48

Zapada zmrok - ciemność powoli zagarnia dla siebie przestrzeń, wsącza się przez okna, zaciera kontury, zaciąga za sobą zasłony i przez chwilę panoszy się wewnątrz pokoju. Zapalam lampę i wyglądam przez okno - żółte światło latarni jak rozciągnięty złoty sznurek prowadzi gdzieś wgłąb ulicy. Ten sam zmierzch łagodnie wkrada się do ogrodu, osiada na gałęziach i prześlizguje się przez dziury w płocie - by jak spłoszony kot uciec gwałtownie przed rozbłyskującą znienacka żarówką. Powoli dogasa dzień. Kolejny dzień... dobry - bądź zupełnie nieudany... pusty - albo wypełniony obowiązkami... samotny - lub pełen ludzi, rozmów, śmiechu... Ograniczony w czasie, ale nieskończony w wariantach i możliwych wersjach... Jaki był ten dzień - co darował, co wziął? Czy mnie wyniósł pod niebo czy zrzucił na dno? - brzmią mi w uszach słowa piosenki... Z ciemniejących kątów zaczynają wychodzić wszystkie upchnięte w pośpiechu sprawy, wydarzenia, by raz jeszcze dać się zobaczyć, na chwilę zatrzymać, zadać jedno tylko pytanie - czy dzięki nim dziś bardziej kochałam? 

Łatwiej kochać, jeśli coś jest po mojej myśli. Zrealizowane plany, spełnione marzenia, dobre uczynki zbierane niejako po drodze, przychodzące bez specjalnego wysiłku. Trudniej, gdy w imię miłości trzeba po raz kolejny wziąć na ramiona krzyż... Gdy dla kogoś - bądź dla wartości, w którą wierzę i którą wybieram - muszę zrezygnować ze swojej wygody, zejść z obranego przez siebie szlaku, zmienić coś, coś porzucić, stracić... Kiedy jestem już tak bardzo zmęczona, bo przeszłam już z kimś tysiąc trudnych kroków - ale idziemy dalej, jeszcze jeden, jeszcze dziesięć, sto... Razem przecież łatwiej, mnie też raźniej iść z kimś niż wędrować samotnie... Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego - skoro pragnę dobra dla siebie, jak mogę odmawiać go komukolwiek innemu...?

Wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga. Jego miłość taka sama jest dla każdego - dla Ciebie i dla mnie - zawsze bezwarunkowa, zawsze gotowa, by wybaczać, dawać, udoskonalać... On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, jest tak samo dobry dla sprawiedliwych i niesprawiedliwych - dlaczego więc ja mam być inna? Kto dał mi prawo, by oceniać kogokolwiek? Przecież każdy z nas jest taką samą świątynią Boga... w każdym z nas mieszka Boży Duch... 

Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty! Być świętym to nie znaczy nie grzeszyć, ale coraz bardziej kochać... Bóg nie postępuje z nami według naszych grzechów ani według win naszych nam nie odpłaca - On kocha bez względu na wszystko. Cokolwiek robisz. Jakikolwiek jesteś. I do tego samego zaprasza dziś Ciebie - żebyś nie zastanawiał się nad swoimi błędami, niepowodzeniami, niedoskonałościami - ale żebyś kochał. Nie za coś, ale pomimo czegoś albo nawet wbrew czemuś. Nawet jeśli wydaje Ci się, że to bez sensu, że niczego nie zmieni, nie naprawi, nie uratuje.Nawet jeśli to niemodne i niemądre w oczach świata - po prostu kochaj...



sobota, 11 lutego 2023

VI niedziela zwykła, 12.02.2023r.

 Liturgia słowa: Syr 15, 15-20; Ps 119, 1-2.4-5.17-18.33-34; 1 Kor 2, 6-10; Mt 5, 17-37

Tak, tak; nie, nie... bez wymówek, bez to zależy od sytuacji, bez żadnego ale... W tej przestrzeni zamyka się wolność człowieka. Może wybrać to, co zechce. Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się spodoba, to będzie ci dane. Ogień albo woda. Dobro albo zło. Miłość albo nienawiść... po co zechcesz, wyciągniesz rękę. W prawo albo w lewo. Trzeba podjąć decyzję. Określić swoje stanowisko. Dokonać wyboru - i to nie tylko jeden raz, ale ciągle na nowo...

Dlaczego dziś tak trudno nam opowiedzieć się po jednej ze stron? Dlaczego tak niewielu ma odwagę stanąć w obronie tego, co ważne? Skąd w nas tyle lęku i niepewności - i dlaczego pozwalamy, by to one decydowały za nas? Dlaczego unikamy prostych odpowiedzi na trudne pytania i pozwalamy, by w naszym imieniu mówiła bliżej nieokreślona większość? Gdzie podziała się wiara w wartości wyższe - Piękno, Dobro, Prawdę - o które warto walczyć, o które ja chcę walczyć? 

Tak, wiem - jestem niemodna, naiwna, nie pasuję do dzisiejszego świata... ale wiecie co? Zupełnie mi to nie przeszkadza - może dlatego, że wierzę - mimo wszystko ciągle wierzę - że to, co Bóg myśli o mnie jest o wiele ważniejsze od tego, co myślę o sobie sama i co uważają inni... Oczy Jego patrzą na mnie - nie z pogardą ani wyższością, nie z naganą ani potępieniem - ale z miłością. On dał mi wszystko - i choć wie, co jest dla mnie najlepsze, pozwala mi dokonywać moich własnych wyborów. Daje mi Prawo - nie po to, żeby mnie nim zniewolić, ale żeby wyznaczyć mi szlak, kierunek, w którym warto iść, by wejść do królestwa niebieskiego... Bo są wartości większe niż samo życie... jest coś, o co warto zabiegać, czemu warto się poświęcić, dla czego warto nawet umrzeć...

Tak, tak; nie, nie.... każdy wybór i każda deklaracja ma swoje konsekwencje. I może łatwiej by było nie brać udziału, stanąć z boku, poczekać na rozwój sytuacji, przyjąć rolę obserwatora - bo może coś ulegnie zmianie, coś się wyjaśni, odwoła, zostanie cofnięte - Jezus jednak mówi wprost: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie... Nawet więcej - Prawo to tylko drogowskaz, zbiór zakazów - nie zabijaj, nie cudzołóż, nie przysięgaj - my zaś jesteśmy powołani do wypełnienia go miłością wykraczającą poza jego granice; miłością zawsze skierowaną ku komuś innemu niż ja sam; miłością dającą więcej niż minimum; miłością niemodną, niepopularną, wyśmianą i wzgardzoną; miłością gotową poświęcić siebie, swoje dobro, swój święty spokój w imię wierności Bogu i miłości, którą On nas umiłował jako pierwszy... 




sobota, 4 lutego 2023

V niedziela zwykła, 05.02.2023r.

 Liturgia słowa: Iz 58, 7-10; Ps 112, 4-9; 1 Kor 2, 1-5; Mt 5, 13-16

Od dwudziestu lat gotuję obiady. Testuję nowe przepisy, eksperymentuję z przyprawami, szukam inspiracji. Lubię to robić - lubię zapach podsmażanej cebulki albo drożdżowego ciasta, który roznosi się po kuchni... lubię też ten moment oczekiwania na gotowe już danie. W kuchni czuję się trochę jak czarodziejka - mieszam różne zioła, tworzę dziwaczne kompozycje smaków - taka odrobina magii w codzienności... Trochę mnie zostaje w każdym daniu... i choć gotuję już tyle lat, to za każdym razem odkrywam w tym coś nowego, innego. Szczypta pieprzu sprawia, że smak staje się bardziej wyrazisty... odrobina kurkumy nadaje piękny złoty kolor... goździki i kardamon dodane do najzwyklejszego dżemu całkowicie go odmieniają... Świat bez przypraw byłby strasznie ubogi. Przecież to głównie dzięki nim możemy na chwilę przenieść się w różne zakątki świata - kmin rzymski zabierze nas do Izraela, curry przypomni indyjską przygodę, rozmaryn - rozgrzaną słońcem Prowansję - ileż podróży można odbyć w ten właśnie sposób... Najzwyklejszy rosół przyprawiony odrobiną lubczyku zamiast natki pietruszki smakuje zupełnie inaczej... 

Utrata smaku jest okropnym doświadczeniem. Wszystko jest takie samo, zmienia się ewentualnie konsystencja, ale jedzenie sprowadza się tylko do zaspokojenia głodu. Myślę, że podobnie jest z pozostałymi zmysłami. Spróbujcie sobie wyobrazić świat bez kolorów... szare drzewa, szarych ludzi, szare niebo i kwiaty... albo pogrążony w całkowitej ciszy - bez porannego śpiewu ptaków, wesołego szczekania psa, przyjaznego głosu... albo taki, w którym nie czuć zapachu lasu po ulewnym deszczu... 

Wy jesteście solą ziemi... to Ty nadajesz smak rzeczywistości, w której żyjesz. Możesz go dowolnie modyfikować i zmieniać - to zależy wyłącznie od Ciebie... Jesteś przyprawą, która może zwykłą potrawę zmienić w świąteczne danie, możesz sprawić, że dzięki Tobie na czyjejś twarzy zagości uśmiech... Bez Ciebie świat nie byłby taki sam, czegoś by w nim zabrakło - może Twojej oryginalności, może zdecydowania, może ostrości... - tego wyjątkowego daru, który Bóg złożył w Twoim sercu...

Wy jesteście światłem świata... to Ty - właśnie Ty - jesteś kimś, kto wskazuje drogę, rozprasza ciemność, rozświetla mrok... Nie żyjesz dla siebie - jesteś powołany do obdarowywania sobą innych, do dzielenia się dobrem, które dostałeś od Pana. ...jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem... Jesteś światłem - być może tylko wątłym płomieniem, może iskrą - ale to dzięki niemu zgubiony wędrowiec może odnajdzie drogę do domu - drogę do Ojca, który jest w niebie...

Może wydaje Ci się, że niewiele znaczysz... że nie masz wpływu na rzeczywistość, w której przyszło Ci żyć - Jezus jednak pokazuje, że nawet to Twoje niewiele wystarczy, by zmienić świat. Istniejesz po to, by dawać siebie innym - tak jak potrafisz, tam, gdzie jesteś. Może nawet nie będzie Cię za bardzo widać - może rozdasz siebie tak, że niemal znikniesz - smak jednak pozostanie... Bo przecież w tym wszystkim nie chodzi o Ciebie ale o to, by przez Ciebie, w Twoich dobrych uczynkach, świat rozpoznał Chrystusa.

Rób więc dobro - dziel swój chleb z głodnym, do domu wprowadź biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziej - nawet jeśli uważasz, że ono nie ma większego sensu - resztą zajmie się Pan Bóg... 







sobota, 28 stycznia 2023

IV niedziela zwykła, 29.01.2023r.

 Liturgia słowa: So 2, 3.3, 12-13; Ps 146, 6-10; 1 Kor 1, 26-31; Mt 5, 1-12a

Czy mogę być szczęśliwa, kiedy wszystko, w co dotąd wierzyłam, co było dla mnie ważne, na czym mi zależało, zaczyna się walić, kruszyć jak zasuszony między kartkami ulubionej książki kwiat - wspomnienie letniego dnia, kiedy czułam się właśnie tak...? Czy mogę być szczęśliwa, gdy wokół panuje wojna, głód, choroby...? Czy mimo wszystko mogę być szczęśliwa, gdy we mnie i wokół mnie ciemność, smutek? Gdy ktoś traktuje mnie niesprawiedliwie, poniża, krzywdzi, prześladuje? Tak - bo być szczęśliwym to niekoniecznie to samo, co czuć szczęście... 

Błogosławiony jesteś, gdy nie czujesz, może nie doświadczasz Bożej obecności, nie przeżywasz chwil uniesień, czasem może nie słyszysz Jego głosu, a jednak trwasz - bo ubodzy duchem mają wstęp do nieba...

Błogosławiony jesteś, gdy jest Ci smutno, ciemno, beznadziejnie - bo gdyby nie to doświadczenie, pewnie nie szukałbyś schronienia w imieniu Pana...

Błogosławiony jesteś, gdy w imię miłości ustępujesz, nie domagasz się zaspokojenia tylko swoich pragnień, oczekiwań, gdy jesteś cichy - ale i cicho... - bo może się ukryjesz w dzień gniewu Pańskiego...

Błogosławiony jesteś, kiedy dobro wspólne stawiasz ponad swoim własnym, gdy ważniejszy od Ciebie samego staje się drugi człowiek, jego potrzeby, radości, problemy - bo Pan kocha sprawiedliwych...

Błogosławiony jesteś, gdy kochasz, gdy dajesz innym siebie, swój czas, uśmiech, pomoc, gdy dzielisz się z kimś tym, co masz - bo w ten sposób naśladujesz Pana, który chlebem karmi głodnych...

Błogosławiony jesteś, gdy swoje serce kształtujesz na wzór Jego serca, czyścisz je i polerujesz jak zaśniedziałe srebro, by wydobyć jego prawdziwy blask, piękno nadane mu przez Pana, by móc się w nim przeglądać jak w lustrze - bo prawdziwie szukasz Pana...

Błogosławiony jesteś, gdy gasisz pożary zamiast je wywoływać, gdy jesteś jak kojący balsam i plasterek na ranę - bo wprowadzając pokój bierzesz udział w budowaniu świata, w którym Pan króluje na wieki...

Błogosławiony jesteś, gdy cierpisz, gdy Cię boli, ale mimo wszystko bronisz tego, co dla Ciebie ważne - bo Pan uciśnionym wymierza sprawiedliwość...

Błogosławiony jesteś, gdy umierasz dla siebie, znosisz drwiny, przytyki, gdy to, w co wierzysz idzie w parze z tym, jak żyjesz, choć to dziś niemodne - bo Bóg wybrał to, co wzgardzone...

Szczęśliwy jest ten, kto źródłem swojego szczęścia czyni nie siebie, nie świat, nie okoliczności życiowe - ale Boga... ten, kto czeka na wypełnienie się Jego obietnicy... ten, kto wie, że ważniejsza od szczęścia jest nadzieja na to, że nasze życie tutaj jest tylko preludium do nieba... Błogosławiony jest ten, kto z pokorą przyjmuje wszystko, nawet trudne, co pochodzi od Pana... Szczęśliwy jest ten, kto upada, komu się nie udaje, ale mimo wszystko podnosi się i idzie, bo wierzy, że jest jakieś dalej... 









sobota, 21 stycznia 2023

III niedziela zwykła, 22.01.2023r.

 Liturgia słowa: Iz 8, 23b-9,3; Ps 27, 1.4.13-14; 1 Kor 1, 10-13.17; Mt 4, 12-23

Ciemność gęsta jak smoła utrudnia oddychanie. Powietrze zdaje się być z waty - zatyka uszy, tłumi dźwięki, miękko osiada na twarzy. Wyciągam ręce, próbuję wyczuć obrysy przedmiotów, złapać się czegoś, dotknąć - by choć na chwilę odzyskać poczucie realności. Wydaje mi się, że spadam w dół, ale bardzo powoli, jakby to miało trwać w nieskończoność, bo czas też zgubił swój dotychczasowy znajomy rytm. Kręcę się w kółko, odbijam się od ścian jak źle uderzona piłeczka. Nie próbuję nawet walczyć - skupiam się na tym, żeby przeżyć. Nie wiem, co tu robię ani jak się tu znalazłam i - szczerze mówiąc - na razie jest to ostatnie z pytań, które sobie zadaję. Chciałabym wiedzieć, co dalej... Czy w tym mroku czai się niebezpieczeństwo? Czy ktoś chce mnie skrzywdzić? Mimowolnie napinam wszystkie mięśnie i wytężam zmysły. Jestem w pułapce. W którą stronę ruszyć? Jestem zdana wyłącznie na siebie... swój instynkt, swoją intuicję, wiedzę i umiejętności... Jakże wielka to ciemność - nie da się w niej biegać, można co najwyżej kroczyć, błądzić, błąkać się z miejsca na miejsce, bez celu, bez przyczyny, bez sensu...

Światło migoczące gdzieś w tej czarnej pustce zdaje się na początku złudzeniem. Pojawia się w momencie, kiedy straciłam już wiarę na ocalenie i jestem przekonana, że to jest los, który przypadł mi w udziale, że tak już musi być, że jestem skazana na życie w mroku. Na początku nie potrafię mu zaufać, ruszyć w jego kierunku - ciągle jeszcze boję się zrobić ten pierwszy krok w jego stronę, bo przecież poza nim - tak niepewnym, nieoczywistym - droga jest pogrążona w ciemności, nadal niewiadoma. Może lepiej usiąść i poczekać? Do wszystkiego podobno można się przyzwyczaić... I choć źle mi w tej ciemności, to jednak perspektywa wędrówki w nieznane przeraża mnie jeszcze bardziej...Czy można uwierzyć temu światłu? Pozwolić mu się poprowadzić? Wpatrywać się w nie tak intensywnie, żeby nie widzieć mroku dookoła? 

Nie uratuję się sama. Jedyne, co mogę zrobić, to wołać o pomoc. Światło jest dobre... musi być dobre. Jest w nim nadzieja na szczęśliwe zakończenie i obietnica bezpiecznego schronienia. Jest pewność, że to, co widzę, jest tym, co istnieje naprawdę. Ono oswaja wszystkie lęki, rozprasza smutek i rozpacz. 

Ty, Panie, jesteś światłem i zbawieniem moim. Ty wydobywasz mnie z największych ciemności i wskazujesz właściwą drogę. Przechodzisz obok - zawsze przecież jesteś blisko, na wyciągnięcie ręki, w zasięgu mojego głosu - i mówisz Pójdź za mną. Znasz mnie lepiej niż ktokolwiek inny... wiesz więc, jak mroczne są moje sny i jak ciemne potrafią być moje myśli - i mimo wszystko mnie chcesz... Zależy Ci na mnie, nawet takiej zagubionej, zaprzątniętej codziennymi sprawami i zapatrzonej w siebie. Otwierasz mi oczy - wszak leczysz wszystkie choroby wśród ludu - żebym dostrzegła Twoją obecność pośrodku tego wszystkiego, czym żyję, żebym nabrała odwagi i ruszyła w ślad za Tobą.






sobota, 14 stycznia 2023

II niedziela zwykła, 15.01.2023r.

 Liturgia słowa: Iz 49, 3.5-6; Ps 40, 2.4.7-10; 1 Kor 1, 1-3; J 1, 39-34

Białe żagle wypełnione wiatrem, rysujący się gdzieś daleko na horyzoncie cienką kreską ląd, fale rytmicznie uderzające o burtę łodzi, kilwater jak ślady stóp znaczący szlak... to wolność. Rozwiane wiatrem włosy, słony smak na wargach, uciekający spod nóg złoty piasek, śmiech mew... to wolność. Szum wiatru w gałęziach górskich świerków, zielone wzgórza w oddali prężące się jak koci grzbiet, spektakl światła na ciemniejącym powoli niebie... to wolność. Droga w nieznane, plecak z najpotrzebniejszymi rzeczami i głowa pełna marzeń... to wolność. Bez planów, ale nie bez perspektyw. Bez narzuconych z góry norm i zasad, ale nie wbrew nim. Bez drobiazgowości, ale niepozbawiona racjonalizmu. Bez brawury, ale i bez lęku. Bez schematu, ale nie bez celu... Wolność, która nie jest egoizmem ani zapatrzeniem tylko w siebie, ale wyzwala dobro... Wolność, która nie jest wyrwaniem się i ucieczką z niewoli, ale prowadzi do tego, co piękne i wartościowe... Wolność, która nie rozpamiętuje przeszłości, ale skierowana jest na to, co majaczy gdzieś na horyzoncie... Wolność, która  otwiera nowe możliwości, odkrywa nowe lądy i przestrzenie, inspiruje i uzdalnia do bycia światłem... Wolność, która daje moc, abyśmy się stali dziećmi Bożymi... 

Człowiek wolny to ten, kto nie przywiązuje się do swoich wyobrażeń, swoich pomysłów - bo w ten sposób popadłby w niewolę własnych schematów i oczekiwań - ale potrafi się uniżyć. Nie dlatego, że jest przekonany o własnej bezwartościowości i bezużyteczności, ale dlatego, że wierzy w Boga - Stwórcę, który powołuje do świętości.Bo wolność nie rodzi się z próżni i braku, ale z przyjęcia Słowa, które stało się ciałem i zamieszkało między nami... To Pan jest źródłem siły, światłem, które ma przez Ciebie trafić aż do krańców ziemi... On daje wolność - nie za coś - ofiary krwawej ani z płodów ziemi nie chciałeś - ale dlatego, że kocha... 

Jan wie, czym jest prawdziwa wolność, dzięki której zbawienie będzie możliwe dla wszystkich mieszkańców ziemi... Jest świadomy swojej misji ostatniego wielkiego proroka zapowiadającego przyjście Mesjasza, wie, że to wskaże Izraelitom Syna Bożego. Widzi więcej i głębiej, wyczekuje pojawienia się Jezusa, bo to dzięki Niemu zgładzone zostaną grzechy świata. Jest świadomy, że to nie on jest najważniejszy, ale Ten, który go posłał. Bo to Bóg jest jego centrum, jego punktem odniesienia i drogą, która doprowadziła go nad brzegi Jordanu...

Kochaj i rób co chcesz - to istota wolności. Tylko zanim zachłyśniesz się swobodą, brakiem zasad i poczuciem, że odtąd możesz wszystko - kochaj... To miłość jest początkiem i źródłem wszelkich działań... to stąd wyruszasz w swoją drogę, bo to ona dała Ci życie - Pan Cię ukształtował od urodzenia, był przy Tobie w chwili, kiedy powstawałeś, towarzyszył Ci w chwilach porażek i zwycięstw, pozwalał popełniać błędy i je naprawiać, dokonywać wielkich rzeczy i tkwić w zawieszeniu... Patrzył na Ciebie - swoje stworzenie, swojego Sługę - ale nie służącego - swoje dziecko - i cieszył się Tobą, Twoimi sukcesami, kibicował Twoim zmaganiom i walkom... Zawsze był - i zawsze będzie blisko, gotowy pochylić się nad Tobą, otworzyć Ci uszy, włożyć Ci w usta pieśń nową.





IV niedziela Adwentu, rok A

  Liturgia słowa: Iz 7, 10-14; Ps 24, 1-6; Rz 1, 1-7; Mt 1, 18-24 Jako mała dziewczynka kochałam zaśnieżone ulice, białe zaspy na chodnikach...