sobota, 3 grudnia 2022

II niedziela Adwentu, 4.12.2022r.

 Liturgia Słowa: Iz 11, 1-10; Ps 72, 1-2.7-8.12-13.17; Rz 15, 4-9; Mt 3, 1-12

Lubię adwent - jest powiewem wiosny w grudniowe długie wieczory... Za oknami szaruga i ciężka, bura pokrywa chmur, która zdaje się dusić, przygniatać swoim ciężarem sprawiając, że wszystko wokół staje się właśnie takie - ponure, smętne, stłumione i zgaszone. Kolory blakną, promienie słońca z trudem przedzierają się przez tę zasłonę, by rozproszyć się, zagubić w mglistej przestrzeni... Taki mamy klimat, wiem - tym chętniej więc zanurzam się w adwentowe Słowo Boże, przenoszę się w scenerię kreśloną piórem proroka Izajasza i zatapiam się w obrazach kwitnących, bujnych ogrodów, szumiących lasów, potężnych miast otoczonych murami obronnymi, zielonych, falujących wzgórz... Raz włączona wyobraźnia pozwala mi poczuć zapach kwiatów, dotyk słońca na poszarzałej skórze, szorstką korę drzewa wypuszczającego nowe odrośle... Przed oczami mnożą się - jak w kalejdoskopie - wizje: baranek mieszkający razem z wilkiem w jednej zagrodzie, chłopiec wyganiający patykiem krowy i lwy na wspólne pastwisko, ciekawski maluch wkładający rączkę do kryjówki żmii... Mimo że te sceny mogłyby budzić lęk, bo tak daleko odbiegają od praw przyrody - niezmiennych przecież - jednak bije z nich przedziwny pokój, harmonia, radość... I tak oto w ten bury świat wkrada się nadzieja - że jest jeszcze jakaś przyszłość, że niemożliwe może się spełnić, że pęknie kiedyś ta wszechogarniająca szarość, otworzy się ziemia, wybuchnie feerią wiosennych barw i zrodzi Zbawiciela... Ta adwentowa nadzieja, to Słowo staje się dla mnie źródłem cichej radości, bo Ten, na którego czekam, już jest blisko... 

Kiedy byłam w ciąży - zwłaszcza tej pierwszej - czułam podobnie. Gdzieś tam, w ukryciu jeszcze, rosło sobie nowe życie, nowy człowiek. Na początku mikroskopijny jak ziarenko fasolki i niezbyt podobny z biegiem czasu coraz wyraźniej zaznaczał swoją obecność - przez skórę można było poczuć jego ruchy, przez co stawał się realny, namacalny. Co jakiś czas dawało się zauważyć zarys maleńkiej stópki, rączki - i można było tylko domyślać się rysunku ust, koloru oczu,  kształtu nosa. Był - ale jeszcze nieosobny, w jakiś sposób tylko mój, schowany przed całym światem, ale już wyczekiwany, wytęskniony, wyglądany. Obecny - choć jeszcze nie do końca. Mogłam przeczuwać tylko, jaki będzie - i czekać na tę chwilę, kiedy po raz pierwszy zobaczę go naprawdę. 

Teraz też czekam. Kolejny już raz - ale wciąż od nowa. Czytam słowa proroctw i budzi się we mnie tęsknota za Jezusem, który już niedługo przyjdzie na świat, choć to przecież nie pierwsze w moim życiu Boże Narodzenie... Czekam na spotkanie z Nim z ufnością - bo wierzę, że narodzi się Ten, Który mnie kocha tak bardzo, że umarł za mnie. Wypatruję znaków świadczących o tym, że już się zbliża, że nadchodzi - oto wyrasta różdżka z pnia Jessego, wypuszcza odrośl z jego korzeni...  już Jan Chrzciciel ogłasza, że bliskie jest królestwo niebieskie... już Jego światło błyszczy na szczycie góry... siekiera jest przyłożona do korzeni drzew... On jest już naprawdę niedaleko. 

Głos wołającego na pustyni wypełnia ten czas oczekiwania, rozbrzmiewa echem w głowie, rezonuje w sercu... Przygotujcie drogę Panu, dla Niego prostujcie ścieżki... To jest zaproszenie, by wyruszyć na najpiękniejsze spotkanie, by naprawić to wszystko, co jeszcze nie do końca jest poukładane, wyprostować to, co krzywe. Co to ma być? To już zależy od Ciebie... Nie zapomnij jednak, że adwent to czekanie na Miłość, na Bożą obecność odkrywaną codziennie na nowo w różnych przestrzeniach Twojego życia, na Pana, który przynosi prawdziwy pokój zanim księżyc zgaśnie...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

VI niedziela wielkanocna, 14.05.2023r.

  Liturgia słowa: Dz 8, 5-8.14-17; Ps 66, 1-7.16.20; 1 P 3, 15-18; J  14, 15-21 Czasem wystarczy jedno zdanie. Parę wyrazów splecionych w me...