sobota, 5 listopada 2022

XXXII niedziela zwykła, 6.11.2022r.

 Liturgia Słowa: 2 Mch 7, 1-2.9-14; Ps 17, 1.5-6.8.15; 2 Tes 2, 16 - 3, 5; Łk 20, 27-38

Listopad... nagie drzewa wyciągają swoje gałęzie ku niebu jak ręce w modlitewnym geście... jeszcze niedawno złote liście szarzeją pokrywając ziemię grubym szeleszczącym kożuchem. Coś dziwnego dzieje się z czasem - raz jest go za dużo, innym razem - za mało... szybko zapadający zmierzch zazwyczaj mnie zaskakuje - jak znienacka zdmuchnięta świeczka. Te szare godziny wydają się trwać za długo... próbuję je czymś wypełnić, zająć - ale to nie zawsze się udaje. Coraz częściej czuję jakiś bliżej nieokreślony żal, smutek, tęsknotę za czymś niesprecyzowanym, nienazwanym jeszcze... jakiś rodzaj nostalgii, melancholii, która spowija mnie niczym całun i nieraz mam wrażenie, że ciągnie się za mną czekając tylko, żeby mnie otulić, owinąć, uśpić... Gdzieś w tę listopadową mglistą porę wpisują się refleksje o przemijaniu, nieuchronnym kresie, końcu życia, śmierci... Próbuję bronić się przed nimi i uczuciami, które we mnie budzą, uciekam w zajęcia, sprawy, zadania - ale one wracają, delikatnie trącają mnie w ramię, owiewają chłodem i ściskają za serce. Nie są nachalne, nie narzucają się zbytnio - raczej snują się jak cień, gotowe, by w końcu je oswoić, nazwać, zobaczyć... Przyznać im prawo do istnienia i przyjąć je, może nie z entuzjazmem i radością, ale bez wielkiego oporu, niepotrzebnych ucieczek i walki do ostatniej kropli krwi. 

Zapalam znicze na grobach moich bliskich - ale robię to bardziej dla siebie niż dla nich... To ja potrzebuję ciągle na nowo uwierzyć w zmartwychwstanie ciała i żywot wieczny. To światło - tak nikłe - pokazuje mi, że ciemność i mrok śmierci rozprasza Ten, który jest światłością świata... że muszę umrzeć, żeby zacząć żyć naprawdę, bo dopiero gdy zmartwychwstanę, będę widział Boga

Płomień tańczy na wietrze, by zgasnąć przy silniejszym podmuchu wiatru... a więc moje życie to tylko tyle? Chwila tylko? Krótki rozbłysk światła, parę osób, z którymi łączyło mnie coś więcej niż przelotna znajomość - i już? Przywołuję z pamięci twarze, wspominam te chwile, które dane mi było przeżyć z tymi, których już nie ma - czasem przypomina mi się jakieś słowo, uśmiech, sytuacja - ale często te wspomnienia są zamazane, nieostre, wyblakłe jak stare fotografie... Kto - i jak - mnie zapamięta...? Które chwile okażą się dla kogoś ważne na tyle, by zapadły w serce? Ile jeszcze mam czasu, by coś zbudować, naprawić, zmienić? Bo przecież na każdym cmentarzu są groby zapomniane, tak jakby historia urwała się wraz z momentem śmierci. Groby jak kropka na końcu zdania - tak samo definitywne i ostateczne.

Chwila zadumy, ciszy, refleksji... taki tu spokój. Wieczny odpoczynek - już o nic nie trzeba walczyć, wszystko się dokonało, reszta pozostaje w rękach Boga. Modlitwa w ciszy to czas spotkania ze śmiercią, czas wejścia w tajemnicę wiary w to, że Król świata jednak nas wskrzesi i ożywi do życia wiecznego... Jak tam będzie? Bo przecież każdy z nas inaczej widzi ten świat przyszły... Czy spotkam tam tych, którzy są dla mnie ważni? Czy zapomnę o nich, bo przecież tylko dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą? Tak, to prawda, wierzę, że Jezus Chrystus jest Pierworodnym wśród umarłych, że zmartwychwstał - ale że ja też...? Kiedyś...? Umrę - i zmartwychwstanę...?

Stłumione dźwięki rozmów, przygłuszony przez opadłe liście tupot kroków, charakterystyczny zapach chryzantem i topiącego się wosku... ciemność i mrok rozświetlone przez pojedyncze ogniki zniczy - tylko raz w roku cmentarze są naprawdę piękne. Na tak niewielkiej przestrzeni mieszczą się całe pokolenia - rodzice z dziećmi, z których każde poszło w swoją stronę... Mąż z żoną, na co dzień żyjący w niezgodzie... Ojciec, którego nigdy nie było, razem z synem...  Miłość, nienawiść, złość, cierpienie, tęsknota, namiętność - przysypane ziemią tracą swoją moc i znaczenie.

Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją... żyj więc tak, żeby Twoje życie było w Nim zakorzenione, na Nim budowane i ku Niemu skierowane, wtedy możesz mieć pewność, że ze snu powstając, nasycisz się Jego widokiem...





 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

VI niedziela wielkanocna, 14.05.2023r.

  Liturgia słowa: Dz 8, 5-8.14-17; Ps 66, 1-7.16.20; 1 P 3, 15-18; J  14, 15-21 Czasem wystarczy jedno zdanie. Parę wyrazów splecionych w me...